Życie, czym ono jest?... Jest chorobą. Nieuleczalną chorobą, przenoszoną drogą płciową..
Nerwowo uderzyłam granatowy worek, który zaraz został zniszczony. Moja ręka wgniotła się niebezpiecznie w niego. Gdyby był to człowiek, to by już nie żył.
Worek, z wielkim echem spadł na lakierowaną, drewnianą podłogę. Jego huk rozniósł się po całej sali. Ustałam prosto, jakby dumnie i zaczęłam masować prawy nadgarstek. Zza swojej uniesionej arogancko głowy poczułam lekki podmuch w szyje. Delikatnie spojrzałam oczami za siebie, nie odwracając głowy. Uśmiechnęłam się cynicznie, łapiąc za swoje blond włosy.
- Cóż za miła niespodzianka...Simon..- odwróciłam się energicznie w jego stronę. Nasze twarze dzieliły milimetry. Lustrowałam go swoim "pociągającym" spojrzeniem. Tak zawsze robiłam, gdy stał blisko mnie. Nic do niego nie czułam, ale lubiłam, gdy tak na mnie patrzył. Wiedziałam, że działam na niego jak magnes. Nie odważy się "zbliżyć" do mnie, ponieważ wie co go może po tym czekać. A przecież nikt nie chce skończyć w szpitalu, prawda?
- Jak zawsze niebezpieczna.. Cała ty. - zaśmiał się, łapiąc mnie za talię do siebie.
- A Ty jak zawsze podjarany. - przekręciłam oczami i uwolniłam się z jego uścisku. Poszłam po rozpruty worek i rzuciłam go w kąt sali z innymi rozwalonymi workami.
- No pewnie. Nie na co dzień widuje się tak piękną i seksowną kobietę. - skrzyżował ręce i oparł się o filar, zagryzając wargę.
- Dobra, dobra, nie podlizuj się. Po co przyszedłeś? - złapałam się za boki, podchodząc do niego.
- To już nie można odwiedzić swojej podopiecznej? - podniósł brwi.
- Nie. Nie jestem twoją podopieczną. Mam 20 lat. Zapomniałeś?
- Nie, nie zapomniałem. I zawsze będziesz moją podopieczną. - wywróciłam oczami, na których miałam smoke eyes. - A poza tym przyszedłem, bo chciałem Ci powiedzieć, że jutro masz walkę. - otworzyłam usta w zdziwieniu.
- Jaką walkę? I jak to jutro?!
- Jutro masz walkę z Dianą Sparks. - odparł, a ja rozszerzyłam bardziej oczy. - Wiem, że jest to twoja idolka, ale musisz walczyć. Jest za późno na odwrót. A poza tym kasa jest niesamowita. Będzie więcej ludzi i zakładów niż na walce z Veronicą Brave. - odjęło mi mowę. To prawda Diana była moją idolką. Miałam z nią walczyć. Jak na razie to walka z Veronicą była moją rekordową. W prawdzie Veronica nie dorównuje Dianie, ale miałam trudność z pokonaniem jej. Do dziś pamiętam co mi zrobiła... Złamała mi nos.
- Żartujesz? Wiem, że mam sporą siłę, ale wiesz co mi zrobiła Veronica. Będzie gorzej. Na prawdę... - gestykulowałam, łapiąc się za głowę. Ten się tylko uśmiechnął.
- Skarbie, wiem, że sobie poradzisz. - podszedł do mnie, schylając głowę. Był wyższy. Zniżył się do mojego ucha. - Wierzę w Ciebie. - szepnął i odsunął się. - Zaraz mam spotkanie. Muszę lecieć. - cmoknął mnie w policzek, co oczywiście nie podobało mi się. Miałam ochotę dać mu w twarz, ale rozmyśliłam się, widząc jak ucieka. Westchnęłam i wyszłam z sali, żeby wziąć prysznic. Byłam strasznie spięta. To wszystko przez tego cholernego Simon'a. Musiał wkręcić mnie w walkę Dianą. Ona przecież jest silniejsza ode mnie. Widziałam jej walki i muszę stwierdzić, że Ci co się z nią zmierzyli ledwo uszli z życiem. A ja będę następną ofiarą..
♥♪♥♫♥
Jadąc autem mijałam kilka większych i mniejszych budynków. Za każdym razem miałam ochotę je zburzyć. Wydawało się to nierealne, ale musiałam rozładować jakoś stres związany z walką. Ciekawe jak długo ustalona jest walka. Było południe, a sparing zaczynał się o dwudziestej w nocy. Miałam dużo czasu, więc próbowałam to jakoś wykorzystać.
Wysiadłam ze swojego czarnego mercedesa - Carlos'a. Nazwałam go tak, ponieważ to imię kojarzyło mi się z przystojnymi mężczyznami.
Zamknęłam drzwi i zablokowałam go pilocikiem. Zza swoich hebanowych okularów przy gmachu zauważyłam mnóstwo roznegliżowanych kobiet, śliniących się na widok pewnego faceta. Ech, no świetnie. Znowu muszę wejść do akcji i nastraszyć je, inaczej nie dostanę się do ośrodka. Poprawiłam okulary i ruszyłam dumnie przed siebie. Słońce raziło dzisiaj niemiłosiernie. Podciągnęłam swoją treningową torbę, która co chwilę spadała mi z ramienia.
Zbliżałam się do tłoku, aż w końcu zatrzymałam się. Nikt nie odsunął się. Nawet nie zauważono mnie. Chcąc załatwić sprawę chrząknęłam znacząco. Było chyba wystarczająco głośno, gdyż jedna z dziewczyn odwróciła się.
- Patrzcie, to Blood Perrie! - krzyknęła, na co wszystkie spojrzały się na mnie. Większość z nich była wystraszona, a inne wręcz przeciwnie. Patrzyły na mnie z pogardą i pychą.
- No i co z tego. Co ona nam może zrobić? - odezwała się jedna z tłumu. Zaraz wyszła z niego. Nie pierwszy raz spotykam się z taką osobą. Odważna, a zaraz ucieka lub dostaje konwulsji i leży. Zaczęła podchodzić do mnie powoli. Zauważyłam, że ma krótką czerwoną mini, która więcej odkrywała niż zakrywała. Równocześnie mogła założyć tylko bikini, bo z bluzką było tak samo jak ze spódniczką. Jedno spojrzenie i już chciało mi się wymiotować na jej widok. - Nasz idol załatwi ją jednym palcem. Nawet ja mogę to zrobić za niego. Taka pokraka nie potrafi się bić. - prowokowała mnie, co wychodziło jej znakomicie. Zacisnęłam mocno dłoń, przygotowując ją na niespodziewany atak. Czekałam tylko, aż podejdzie i będziemy stać twarzą w twarz.
- I co, zatkało? - przed chwilą zrzuciła mi torbę na twardy grunt. Uśmiechnęła się zadziornie, na co ja to odwzajemniłam.
- Och... - złapałam się się za usta, niczym mała dziewczynka. - BARDZO! - krzyknęłam, robiąc jeden zamaszysty ruch w jej szczękę. Nie musiałam się zbytnio wysilać, a już leżała na zakrwawiona na trawie. Mnóstwo zdziwionych oczu obserwowało mnie. Olałam to i wzięłam torbę na ramię. Droga do szklanych drzwi była mi Już udostępniona, więc poszłam. Nie oglądałam się za siebie, tylko kierowałam się prosto do szatni.
Zakładając różowy, sportowy stanik zauważyłam, że mam na ręku krew. Założyłam szybko resztę ubrań i udałam się do łazienki. Obmyłam rękę i twarz od resztek pozostałej złości. Spojrzałam w lustro i zauważyłam jakiegoś chłopaka. Chyba już go widziałam. Odwróciłam się do niego, opierając na umywalce.
- Czego? - warknęłam złośliwie, patrząc się na niego cały czas. Musiałam stwierdzić, że jego uroda była niespotykana. Był wysoki i miał ciemne włosy zaczesane do góry.
- Dlaczego ją uderzyłaś? - zapytał beznamiętnie, opierając się o futrynę drzwi. Ręce miał skrzyżowane na piersiach.
- A co, miałam ją głaskać po główce? - zapytałam z kpiną. Jeszcze tego brakowało, żeby jakiś leszcz miał do mnie sapy.
- Nie, ale nie musiałaś jej uderzyć. - oświadczył, podchodząc do mnie.
- Oj, przepraszam, że przeze mnie nie zaliczyłeś jej. Uderzyłam Ci laskę..to musi być przykre. - czujecie ten sarkazm? Złapałam się za serce dwoma rękami w geście współczucia, którego nawet nie odczuwałam.
- Nie przepraszaj mnie, tylko ją. Zresztą ona przynajmniej wygląda jak prawdziwa kobieta...W porównaniu do Ciebie. - rozzłoszczona, wytrzeszczyłam oczy. Jak ktoś śmiał w ogóle tak do mnie mówić. Jestem twarda, ale gdy chodzi o mój image jest inaczej. Wstałam z umywalki. Patrzyłam na jego twarz i orzechowe oczy, schowane za gęstym wachlarzem długich rzęs.
- Już wolę być mniej kobieca niż wyglądać na dziwkę. Wy faceci jesteście zwykłymi świniami. Dla was liczy się tylko seks, alkohol i pieniądze. - stukałam palcem w jego klatkę piersiową. - Jesteście nic nie warci. Przez was NORMALNE kobiety cierpią! Wychodzę i mam nadzieję, że moje biedne oczy już nigdy więcej Ciebie nie ujrzą! Inaczej..będę musiała cię zabić.- ominęłam go, wcześniej obdarzając wrogim spojrzeniem i udałam się na treningowy ring. Idąc korytarzem zauważyłam plakat, który bardzo mnie zaskoczył. Byłam na nim przedstawiona jako pewna siebie i łatwa kobieta. Miałam założone dwie rękawice przystawione do twarzy, a na ustach malował się zadziorny uśmieszek. Nienawidziłam jak ktoś publikował moje zdjęcia. Na nich zawsze inaczej wyglądam niż jestem. Natomiast moja rywalka wyglądała na zdeterminowaną i złą. Wiedziałam kto podał moje zdjęcie. Jak tylko go spotkam to mu nogi z dupy powyrywam.
- Cholerny Simon.. - wysyczałam przez zęby i poszłam dalej w stronę sali.
Otwierając drzwi zastałam ciemne i puste pomieszczenie. Jedynie dwa małe reflektory oświetlały ring, który stał na środku. Przeszłam przez jego linki i założyłam masywne rękawice. Na końcu pola bitwy zauważyłam manekin ćwiczebny. Wykonany był z tych samych materiałów co zwykły worek bokserski.
Zacisnęłam dłonie i uderzyłam je o siebie. Rozniósł się głośny pisk rękawic. Gotowa, pędem pobiegłam do manekina, uderzając go w głowę. Skupiłam w sobie całą siłę jaką posiadałam. Ten pieprzony koleś sprawił, że się przejęłam. Musiałam teraz o tym zapomnieć. Dzisiaj mam walkę, którą muszę wygrać.
Zdesperowana, na wspomniane wydarzenie sprzed kilku minut uderzyłam sparingpartnera jeszcze raz. Po tym zaczęłam uderzać raz po razie z większą prędkością i siłą. W ciągu tych ataków wyobrażałam sobie tego okropnego mężczyznę, który śmiał mi powiedzieć, że jestem dla niego brzydka. Miałam nadzieję, że go nie spotkam, ale sądząc po tym tłumie idiotek, stojących przy nim to nie możliwe. Skoro miał tyle fanek to znaczyło, że musi być kimś. Znajdował się w hali dla bokserów, więc odpowiedź nasuwa się sama. Jeśli go spotkam muszę to zrobić.. Sprawić, że to ja będę się z niego śmiała.
Moje myślenie wybiło mnie z rytmu. Chciałam uderzyć manekina, lecz ten pierwszy uderzył mnie i to w brzuch. Jego uderzenie spowodowało u mnie naruszenie równowagi. Po sekundzie znalazłam się na macie. Niby nic wielkiego, a jednak. Zabolało mnie. Miejsce, w którym doznałam uderzenia zaczęło mi intensywnie pulsować.
- Fuck! - wypuściłam powietrze z ust, leżąc. Zamknęłam oczy by się uspokoić. Nie mogę się denerwować.
- Japierdole.. - usłyszałam znajomy głos.. Dobiegał z końca sali. Tylko nie to! Modliłam się w duchu, żeby to nie był On. Jednak czasami los płata nam figle. - Dostałaś od zwykłego worka i już leżysz. - podszedł do ringu, na którym dalej leżałam. Próbowałam go ignorować. - Wiesz.. na początku myślałem, że może umiesz się trochę bić, ale sądząc po tym jednak nie. - wybuchł śmichem. Miałam ciągle zamknięte oczy, więc nie widziałam co robi dokładnie.
Leżąc, poczułam, że moje oczy już nie drgają na światło z góry. Otworzyłam je powolnie. To co ujrzałam zdziwiło mnie ogromnie. Aż musiałam otworzyć minimalnie usta. Nade mną stał Mulat z wyciągniętą dłonią w moją stronę. Jego uśmiech promieniał kpiną, a nie sympatycznością.
- Wstań. - wysunął bardziej dłoń. - Ręka mnie już boli. W ogóle wszystko mnie boli jak na Ciebie patrzę.. - dodał, a ja zmrużyłam złowrogo oczy.
- Ja jak na Ciebie, to też. - wstałam, ignorując jego gest, który zresztą był wymuszony.
- Tyle to ja wiem. - spojrzał się gdzieś w bok, wsadzając ręce w kieszenie. Dopiero teraz zauważyłam, że jest bez koszulki. Jego tors był wyraźnie wyrzeźbiony. Każdy skrawek jego ciała był idealny. Chyba zauważył, że się mu przyglądam, bo uśmiechnął się zadziornie.
- Podoba Ci się? - podniósł brew, zakładając dłonie za głowę i udając taniec brzucha. Ja tylko prychnęłam.
- Niby co? Dla mnie to Ty jesteś aseksualny, impotencie jeden. - na to uśmiechnął się szeroko, co mnie zdziwiło.
- I tak wiem, że Ci się podoba. Niestety o takim czymś możesz pomarzyć. Żaden Cię nie zechce. - zrobił kwaśny uśmiech. To mnie bardziej zabolało niż uderzenie manekina. Nie wiedziałam co powiedzieć..
- Odpierdol się ode mnie w końcu! Wkurwiasz mnie już murzynie! - byłam na skraju załamania nerwowego. Taki padalec jak on wie jak wybić mnie z równowagi.
- Tylko nie murzynie! - wkurzył się, ale tylko na chwilę. Podszedł do mnie, łapiąc mnie za podbródek. - Nie zapomniałaś czasem o czymś? - uśmiechnął się, a ja zostałam sparaliżowana jego osobą. Nie wiem czemu. I nie wiedziałam o co mu chodzi. - Miałaś mnie zabić, już zapomniałaś? - teraz mi się przypomniało.
- Przy tobie to się wszystkiego odechciewa. - strzepnęłam jego rękę z mojej twarzy. - Nie mam czasu na takich idiotów jak Ty! Muszę przygotować się do dzisiejszej walki. - oświadczyłam.
- Widziałem plakaty i wiem też, że w pierwszej minucie padniesz.
- Chcesz się przekonać? - przystawiłam mu szybko rękawice do polika.
- Pewnie. Wal tutaj. - wskazał na tors, gdzie miał organ główny - serce. Podniosłam brwi. Nie zastanawiając się długo zamachnęłam się i już po chwili moja ręka wydała charakterystyczny dźwięk konfrontacji ze skórą. Oberwał w to miejsce. Jego oczekiwania były inne. Myślał, że będzie to słabe uderzenie, jednak nie. To co mi mówił wpłynęło na moje możliwości. Uderzyłam go tak, że zachwiał się. Zdezorientowany, runął do tyłu jak długi. Wykorzystałam tę okazję i postawiłam dumnie nogę na jego pierś. Oparłam się o kolano.
- I co, cwaniaczku? - spojrzałam na niego, unosząc wysoko głowę. Ten niestety się wyszczerzył. Chłopak co raz bardziej mnie zaskakuje. Jak on to robi?
- Wygodnie. Chcesz się dołączyć? Albo wiesz co, lepiej nie. Stąd mam fajny widok na twoje koronkowe majtki. - założył ręce za głowę i zaczął poruszać brwiami. No teraz to się na pewno zaczerwieniłam. Nikt nigdy nie widział mojej bielizny. Czułam jak moje policzki strasznie pieką. Odruchowo spojrzałam na swoje sportowe spodenki. Były trochę luźne, przez co widać było z dołu co mam pod nimi. Brunet wykorzystał to sprytnie. Pociągnął moją nogę, przez co spadłam obok niego. Szybko przywarł moje nadgarstki do maty, siadając na mnie okrakiem. Wystraszona, zaczęłam się wiercić. Nie podziałało. Nagle wpadłam na pomysł. Chciałam uderzyć go w krocze, lecz napierał na mnie całą siłą, przez co jedynie go tam dotknęłam. Usłyszałam jedynie cichy jęk wydobywający się z jego gardła. Natychmiast moja twarz przybrała rubinowy kolor.
- Możesz mnie już puścić, do jasnej cholery!? - krzyknęłam przybliżając moją twarz do niego. Jego oczy intensywnie błyszczały.
- Nie. - odpowiedział bez uczuciowo. Mogłam się spodziewać, że to powie. W końcu ten facet jest porąbany! Zresztą inni tak samo.
- I tak będziesz mnie musiał kiedyś wypuścić.
- Możliwe. - zrobiłam zażenowaną minę. Jego inteligencja przekraczała idiotyzm. Myślałam, że niżej nie upadnie, a jednak. - Ale pod jednym warunkiem.. - nie no jeszcze tego brakowało, żeby mi gówniarz warunki stawiał. Po moim trupie! - Wypuszczę Cię, jeśli dasz mi siebie trenować. - oniemiałam. Czy on to powiedział na prawdę? Taki cienias chce mnie uczyć? Żarty sobie ze mnie robi.
- I czego mnie możesz niby nauczyć?! Jak uderzać w twarz? Chyba prędzej jak upadać na matę za jednym uderzeniem. - zakpiłam z niego, wrogo się przyglądając.
- Nie to nie. Chciałem pokazać Ci moją technikę. W końcu nauczyłabyś się bronić.
- Nie rozśmieszaj mnie! Taki leszcz jak ty nie jest w stanie mnie czegokolwiek nauczyć, a co dopiero pokonać. - złościłam się. Miał tupet. To mogę przyznać śmiało.
- Jesteś pewna? Podejrzewam, że nigdy nie słyszałaś o mnie. - spojrzał na mnie jak na głupią.
- Tak, jestem pewna. Nie nie słyszałam, bo tacy ludzie mnie nie interesują! - gotowało się we mnie jak w kotle. Ten chłopak sprawiał, że wychodzę z siebie. Nikt nigdy w życiu mnie tak nie zdenerwował.
- Posłuchaj.. - zbliżył się do mnie o kilka decymetrów. Na twarzy czułam jego ciepły oddech. Nagle poczułam coś zimnego, odruchowo spojrzałam na swoje piersi. Na wysokości biustu i szyi przylegał metalowy łańcuszek, zwisający z szyi bruneta. Srebro ocierało się o moje ciało, prowadząc do dreszczy i gęsiej skórki. Czułam lekki dyskomfort. - Jeśli chcesz bym cię puścił musisz przystać na moją propozycję. - odpowiedział.
- A teraz Ty, posłuchaj mnie! - powiedziałam zirytowana. Ta cała sytuacja sprawiała, że mam ochotę zniszczyć wszystko co istnieje. - Nie przystanę na twoją propozycję. Pogódź się z tym! - krzyknęłam głośno, aż zmrużył na chwilę oczy.
- Ok. To teraz tak będziesz leżeć. - powiedział i ścisnął mi bardziej nadgarstki, wywołując u mnie lekki ból. Oddalił twarz, patrząc na mnie, a raczej na moje piersi. Chciałam go uderzyć, lecz uniemożliwił mi to. Nawet nie drgnęłam. Po niecałej 5 minutowej wymianie spojrzeń odezwał się. - To jak będzie? - zapytał, na co ja wywróciłam oczami zanim je zamknęłam. Nie wiedziałam dokładnie co powiedzieć. Nie chciałam powiedzieć "Tak", ale też i "Nie". Nie mogłam tak bezczynnie leżeć. Przecież niedługo walka. Muszę się przygotować. Nie chciałam też, żeby taki ktoś mnie uczył. Sama w sobie byłam trenerem. Byłam wystarczająco silna by sama ćwiczyć. Gdyby ktoś już miał mnie uczyć, to na pewno nie taki przykurcz. Właściwy wybór był tylko jeden..
- ..Dobra.. - wymamrotałam, patrząc się gdzieś z boku.
- Grzeczna dziewczynka. - uśmiechnął się promiennie, gładząc moje włosy. Moja żyłka na czole zaczęła nagle pulsować. Mulat szybko wstał ze mnie i oddalił się na koniec ringu. Nie zdążyłam go złapać, aby go ukatrupić.
- Goń się.. - warknęłam pod nosem, ale tak by usłyszał. Podeszłam do niego, trzymając ręce na talii.
- Wystarczy, że Ty za mną gonisz. - zaśmiał się, schylając się po coś. Odchyliłam lekko ciało w bok, nie zmieniając pozycji. Mój wzrok skupił się na dwóch granatowych rzeczach, które chłopak miał w ręku. Były to jego rękawice do boksu. Ich rozmiar z pewnością zadziwiał w porównaniu z moimi czerwonymi.
- Skoro jestem twoim trenerem, to powinnaś znać moje imię. - Chłopak wyprostował się, unosząc głowę w górę. Jego twarz nabrała powagi, co było dla mnie dziwne. Wyglądał jak inny człowiek. Dosłownie. - Jestem Zayn. Zayn.. Malik. - moje mięśnie nagle napięły się słysząc jego pełne imię. Imię, które zostało mi w pamięci. Taki ktoś jak On, nie mógł posiadać tak sławnego nazwiska. - Do teraz na koncie mam 38 wygranych walk. 0 przegranych. I 0 zremisowanych. - mój zdziwiony wzrok błądził po całym ciele Zayn'a. Jakaś cząstka mnie, zaczęła interesować się nim, a inna bać. Tak, przeraził mnie. Dodatkowo jego lodowaty wzrok działał na mnie jak magnes.
Nie wiedząc co myśleć, podeszłam do niego na niebezpieczną odległość. Spojrzałam ciekawa na jego twarz, która nie wyrażała żadnych emocji. Zerknęłam na jego czekoladowe oczy. Pięknie błyszczały. Przymknęłam powolnie powieki i odwróciłam twarz w bok, kierując się w dół. Zachowywałam się filuternie, chociaż o tym nie wiedziałam. Na chwilę wstrzymałam oddech w płucach.
- Jak Ty to zrobiłeś...? - otworzyłam oczy, nie skupiając nigdzie wzroku. Wypuściłam niezauważalnie powietrze. Chłopak tak samo.
- Chodzi Ci o moją niedawną walkę z Rayan'em? - podniósł jedną brew nie zmieniając wyrazu twarzy. Spojrzałam głęboko w jego oczy, które skrywały jego prawdziwe oblicze. Byłam ciekawa jakim człowiekiem jest.. - ...Rayan tak naprawdę jest słaby. Wszystkie te jego niby "walki" były ustawione. Oprócz ze mną. - nagle jego twarz przybrała wyraz. Okazywała odrzucenie i niechęć. - Nawet za kilka milionów dolarów nie dam się przekupić. Szczególnie, gdy chodzi o ludzi takiego formatu. - zaśmiałam się cicho, gdy do moich uszu dotarły jego ostatnie słowa. Zayn spojrzał się na mnie jak na ostatnią wariatkę.
- Z czego się śmiejesz? - oburzył się.
- Z Ciebie. Skoro on ma format to ty też. Pokaż mi go. - uśmiechnęłam się cynicznie. Malik tylko przybliżył się do mojej twarzy i po chwili odwzajemnił mój gest, pokazując śnieżnobiałe ząbki.
- ..Załatwię Cię z zamkniętymi oczami.. - szepnął mi do ucha, zahaczając ustami o mój kolczyk. Ja się tylko uśmiechnęłam i powtórzyłam czynność Zayn'a.
-...Ostrzegam Cię..Nie będę się hamować.. - przyłożyłam mu pięść do brzucha.
- Mam nadzieję. Nie chciałbym marnować swojego czasu na byle jaką walkę.
Założyłam rękawiczki. Przez ten czas lustrowałam Zayn'a. Jego wzrok błądził po całym moim ciele, jakby chciał zajrzeć w kąt mej duszy.
- Gotowa? - zapytał, podchodząc. Uśmiechnęłam się zadziornie wchodząc na środek ringu.
- Jak nigdy.. - przyłożyłam ręce do twarzy. Za chwilę miałam stoczyć walkę ze sławnym bokserem. Bokserem, który nigdy nie przegrał i ciągle wygrywał. Prawdopodobnie jego siła mogła być większa niż Diany Sparks. Ale ja przecież nigdy się nie poddaję..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz